Strony

Wyszukiwarka witryny

sobota, 6 stycznia 2018

"Jesienne pocztówki z Sobótki i ze Ślęży"


Tej jesieni wybrałam się na Ślężę. Pieszą wycieczkę rozpoczęłam przy średniowiecznym sanktuarium św. Anny, gdzie obejrzałam dwie ciekawe rzeźby. Pierwszą był romański lew, który został wyrzeźbiony z granitu wydobywanego dawno temu na stokach Ślęży. Najprawdopodobniej lew, który jest jednym z siedmiu odnalezionych wokół Ślęży, mógł stanowić ozdobę któregoś z okolicznych kościołów wczesnośredniowiecznych i pochodzi z XII wieku. 


Obok stoi druga rzeźba, jednak dużo starsza. Jest to tzw. „Grzyb”, czyli starożytna rzeźba kultowa, z wyrytym znakiem solarnym. Przedstawia ona dolną część ludzkiej postaci, odzianą w szatę, z utrąconą głową. Podobnie jak pozostałe cztery starożytne rzeźby kultowe na Ślęży, nie wiadomo dokładnie kiedy powstała. Może być albo dziełem ludności kultury łużyckiej i pochodzić z wczesnej epoki żelaza – halsztatu (700- 400 r. p.n.e.) lub jest dziełem Celtów, którzy przybyli na Ślężę z południa, około 400-300 r. p.n.e. Celtowie zmieszali się z tutejszą ludnością i przejęli sanktuarium ku czci Słońca na szczycie Ślęży na dłuższy czas. Wszystkie znane rzeźby kultowe były najprawdopodobniej związane z ośrodkiem kultowym na szczycie Ślęży. 


Sanktuarium św. Anny...




Gdy obejrzałam kościół i rzeźby poszłam do Rynku. Zobaczyłam tu nową kopię Niedźwiadka ze szczytu Ślęży, a także "od zawsze" istniejący model mapy Masywu Ślęży.




Następnie obejrzałam kościół gotycki p.w. św. Jakuba, który podobnie jak góra Ślęża znajduje się na szlaku św. Jakuba, w drodze do Santiago de Compostela. Obok wejścia do kościoła jest wmurowany kolejny romański lew z XII wieku.




Nieopodal było już Muzeum Ślężańskie. Mieści się ono w renesansowym budynku dawnego szpitala, założonego w XVI wieku przez zakon Augustianów. Jak zobaczymy na tablicy przed wejściem, możemy obejrzeć tu dwie stałe interesujące wystawy: „Dawne wierzenia” i „Przyroda Masywu Ślęży”. Dzięki pierwszej z nich możemy dowiedzieć się z tablic informacyjnych wielu ciekawych rzeczy o dawnych ludach i ich wierzeniach oraz obejrzeć wiele eksponatów, np. kopię figurki Wenus z Willendorf, czy urnę twarzową z pokrywą z terenu Pomorza albo naczynie grobowe z symbolami słońca (w kształcie swastyki). Jest też kopia posągu Światowida znad Zbrucza. Druga wystawa ukazuje nam jakie zwierzęta zamieszkują Masyw Ślęży (np. puszczyk, myszołów, kuna leśna, nietoperze), a także dowiemy się np. jakie cenne rośliny kwitną wiosną na Łące Sulistrowickiej, która jest rezerwatem przyrody.




W podwórzu muzeum jest ciekawe lapidarium, w którym obejrzeć możemy np. średniowieczny krzyż pokutny i dwa kamienie z wyrytymi znakami solarnymi.


Muzeum Ślężańskie…
Na czerwonym szlaku…



Gdy weszłam w las, po chwili ujrzałam kapliczkę, którą wzniesiono w XVIII wieku, gdy nasilił się ruch pielgrzymkowy na Ślężę, do poprzedniego kościoła zbudowanego w 1701 roku na szczycie góry. Kościół ten spłonął w 1834 roku od uderzenia pioruna. Dalej był już tylko las, chociaż z tej strony góry wciąż bardziej zielony niż złocisty.



Na Ślężę wybrałam się tradycyjnie łagodniejszym, czerwonym szlakiem, zwanym też Drogą Ślężan, a dawniej Drogą Dzikiej Świni. Ta nazwa wzięła się stąd, że przy tej drodze stała wcześniej (lub leżała przewrócona) rzeźba Dzika (Niedźwiedzia), którą dziś możemy podziwiać pod rozłożystym jaworem na szczycie Ślęży. Dawniej rzeźbę tę ludzie obrzucali kamieniami – najprawdopodobniej dlatego, że była rzeźbą przedchrześcijańską, pogańską. 



Warto wspomnieć o legendzie, która powstała w późniejszych wiekach, która miałaby rzekomo tłumaczyć istnienie rzeźby i drogi. Opowiada ona o czasach gdy księciem Polski był Bolesław Krzywousty. Gdy pewnego dnia książę ten ze swym wielkorządcą Piotrem Włostowicem i swoją drużyną polował na Ślęży, wydarzył się wypadek. Książę Bolesław oddalił się od reszty i ugodził napotkanego dzika oszczepem, jednak wściekły dzik zaatakował księcia, który nie mógł się obronić i został przez niego ugodzony w usta. Szczęśliwie Piotr Włostowic odnalazł księcia i uratował mu życie, zabijając dzika. Książę Bolesław aby odwdzięczyć się podarował mu Ślężę, a sam odtąd był zwany Krzywoustym. Zaś Piotr Włostowic na pamiątkę tego wydarzenia kazał wykuć z kamienia dzika i ustawić przy tej drodze, w miejscu zdarzenia.






Mniej więcej w połowie drogi na szczyt był jeszcze kamień na drodze ze znakiem solarnym, chociaż niektórzy uważają, że znak ukośnego krzyża na różnych kamieniach odnajdowanych na Ślęży, a nawet na starożytnych rzeźbach kultowych są to znaki graniczne, wykute w 1209 roku, gdy Ślęża została podzielona pomiędzy kanoników regularnych (Augustianów) a księcia wrocławskiego Henryka Brodatego.





 Niedźwiedź…
 Panna z Rybą…
Znak solarny X na rybie…

Kawałek dalej była już klatka, w której znajdują się dwie starożytne rzeźby kultowe: Panna z Rybą i Niedźwiedź. Obie posiadają znaki solarne i pochodzą z czasów przedchrześcijańskich. Postać z Rybą trzyma oburącz rybę (na której jest znak solarny X), i ma utrąconą głowę i nogi, zaś Niedźwiedź w pozycji leżącej jest pozbawiony przednich łap. Przypuszcza się, że w czasach starożytnych niedźwiedź był rzeźbą stojącą na tylnych łapach. Na grzbiecie jest wyryty znak solarny X.



Dalej czerwony szlak wiódł przez piękny ślężański las, pod szczytem napotkałam jeszcze relikty starożytnych wałów kultowych, które prawdopodobnie powstały w początkach epoki żelaza, około 700 r p.n.e. Chociaż czytałam też, że ośrodek kultowy na szczycie Ślęży mógł istnieć już około 1000-800 r. p.n.e. (schyłek epoki brązu), gdy uformowała się lokalna grupa ślężańska kultury łużyckiej, posiadająca już wtedy ośrodek kultowy na szczycie góry.




Wkrótce byłam na szczycie, gdzie zastałam wiele niespodzianek. Po pierwsze rzucił mi się w oczy odnowiony kościółek p.w. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny wzniesiony w latach 1851-52, który dzięki oczyszczeniu jego kamiennych ścian wygląda całkiem jak nowy. Rzuciła mi się też w oczy drewniana spora wiata z ławkami, pod którą można zjeść np. kiełbaskę z grilla lub szaszłyk, które były tego dnia sprzedawane przy schronisku na Ślęży. Jak później się dowiedziałam, wiata powstała już w 2015 roku. 





Poszłam w stronę kościoła. Dzięki jego gruntownej renowacji, która jest przeprowadzana od 2012 roku, kościół ocalał przed zawaleniem. Jego zły stan był spowodowany prowadzeniem na jego terenie w latach 2004-2006 prac archeologicznych. Dziś kościółek jest wspaniałą atrakcją turystyczną.




Przed wejściem stoi nowa kapliczka z 2016 roku z figurką Chrystusa Frasobliwego, która została tu ustawiona w związku z obchodami 1050 rocznicy Chrztu Polski, które miały również miejsce na Ślęży. 


Szczyt Ślęży z drewnianą wiatą...


Obecnie kościół zyskał bogaty, nowy wystrój, m.in. współczesne rzeźby: św. Jakuba Starszego oraz św. Antoniego. Na ołtarzu zobaczymy imitacje misiów ślężańskich i romańskich lwów. Ołtarz główny ozdobiony jest barwnymi malowidłami. Jeśli zakupimy cegiełkę na dalszą odbudowę kościoła (za 5 zł) będziemy mogli wejść pod posadzkę, schodami, aby ujrzeć odkopane relikty absydy XII-wiecznego kościoła Augustianów oraz mury zamku średniowiecznego z XIV wieku.









Św. Jakub...


W ramach biletu-cegiełki możemy jeszcze wejść na wieżę kościółka, gdzie z tarasu widokowego, możemy podziwiać wspaniałą panoramę na wierzchołek Ślęży, w tym na maszt telewizyjny, schronisko turystyczne oraz obejrzeć dalsze widoki w stronę Sobótki i Wrocławia. W drugą stronę widać jedynie czubek betonowej wieży widokowej, przez drzewa. Jest tu także lornetka, dzięki której można się dokładniej przyjrzeć całej okolicy. 












Warto dodać, że wszystkie prace renowacyjne w kościółku zostały przeprowadzone dzięki arcybiskupowi wrocławskiemu Józefowi Kupnemu, a także księdzu proboszczowi parafii w Sulistrowicach Ryszardowi Staszakowi oraz innym osobom. Dziś świątynia z lat 1851-52 jest pięknie odrestaurowana i udostępniona dla odwiedzających. Jak czytamy na tablicy przed wejściem w każdą niedzielę i święta jest tu odprawiana msza święta o godz. 14.00. Obok wejścia do kościoła jest też kiosk-kawiarenka z wydawnictwami krajoznawczymi i pamiątkami ze Ślęży.





Poszłam dalej w stronę betonowej wieży widokowej z 1913 roku. Powstała ona jako wieża triangulacyjna, ale i tak przeważnie służyła jako punkt widokowy. Po niedawnej renowacji wieża jest na szczęście ponownie udostępniona dla turystów. Wieża ma trzy tarasy widokowe, z których ujrzałam przepiękną panoramę na jesienne, złociste stoki Ślęży i dalsze krajobrazy: Góry Wałbrzyskie i Góry Sowie. Widać też wieżyczkę kościoła na Ślęży i maszt telewizyjny. Widoki są po prostu wspaniałe.











Kiosk-kawiarenka z pamiątkami…


Po obejrzeniu wszystkich atrakcji na szczycie Ślęży, pozostało już tylko zejście do Sobótki. Tym razem wybrałam żółty szlak, wiodący przez Wieżycę, którą porasta ciekawy las dębów karłowatych, i na której obejrzałam jeszcze wieżę widokową zbudowaną w 1907 roku na cześć kanclerza Niemiec Otto von Bismarcka. 






Warto dodać, że na szczycie tej wieży w dniu urodzin i śmierci Otto von Bismarcka palono w czasach przedwojennych wielkie ognisko. Dziś z tarasu wieży za niewielką opłatą, w soboty i niedziele, możemy podziwiać widoki na Ślężę i Wzgórza Oleszeńskie i w stronę Sobótki. 


Tym razem ominęłam wejście na wieżę i zeszłam stromym zejściem aż do Schroniska pod Wieżycą. Tam obejrzałam jeszcze kilka współczesnych, drewnianych rzeźb, przedstawiających np. Bolesława Chrobrego czy Piotra Włostowica. 



Dalej była już tylko prawdziwie jesienna droga do Sobótki, ozdobiona żółtymi i pomarańczowymi drzewami. 







Jeszcze spojrzałam na ostatnią, piątą starożytną rzeźbę kultową – Mnicha, który ostatnio również przeszedł renowację, i po chwili byłam już z powrotem w SobótceJ

Ania.



7 komentarzy:

Medart pisze...

Miłe memu sercu widoki. Widzę że sporo się tam pozmieniało, od mojej ostatniej wizyty pięć lat temu. Szkoda tylko, że wraz z remontem kościółka, przeprowadzona została kolejna wyraźna akcja "wybielania" naszej przedchrześcijańskiej spuścizny.

Pozdrawiam

wkraj pisze...

Widzę duże zmiany i co cieszy, zmiany na plus. Od mojego pobytu na Ślęży minęło ponad trzydzieści lat, pora więc by znów tam zawitać, tym postem bardzo mnie zachęciłaś.
Miło pozdrawiam :)

Ania27 pisze...

wkraj - To rzeczywiście już czas, aby ponownie odwiedzić tę ciekawą górę:) Dzięki i pozdrawiam!

Beskidnick pisze...

Uderzyłaś boleśnie w czułe miejsca mojej wędrowniczej duszy, od lat się na Ślężę stroję i od lat coś innego wypada. A miejsce cenne, wartościowe.
Co ja się naczytałem o Celtach, dużo ich tu było, sporo śladów zostawili, ale nie wszystkie zweryfikowane, niektóre tylko w domyśle uznane za celtyckie.

marika pisze...

Piękne zdjęcia, aż się człowiekowi cieplej robi w ten zimowy czas :)

Ania27 pisze...

marika - dziękuję, też już się nie mogę doczekać wiosny:)

Ania27 pisze...

Maciej Beskidnick - Może w końcu uda ci się trafić na tą magiczną górę, trzymam kciuki! I pozdrawiam!